Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nawigacja

Latawica z Drohiczyna

czwartek, 16 kwiecień 2015 22:22

Tysiącletni Drohiczyn lśni dzisiaj niczym wody Bugu w promieniach wschodzącego Słońca. Świeże tynki na licznych w tym mieście świątyniach, odremontowane domy, równe chodniki przypominają o wizycie papieża Jana Pawła II. W czerwcu 1999 roku odbyła się tu msza ekumeniczna, w której uczestniczyło 200 tysięcy wiernych. W Nabożeństwie celebrowanym przez Ojca Świętego wziął udział Metropolita Sawa zwierzchnik Kościoła prawosławnego.

Mamy w Polsce cztery miasta o tradycjach grodów koronacyjnych - pisze Paweł Jasienica - Pierwszym jest oczywiście Gniezno, a Kraków dopiero trzecim... Drugie miejsce zajmuje Drohiczyn nad Bugiem.

Tu w 1253 roku z rąk wysłannika papieskiego otrzymał tu koronę Rusi Książe Daniel Romanowicz, prawnuk Krzywoustego.

Chociaż czasy dawnej potęgi miasto ma już za sobą, to jednak ślady wielkiej historii spotyka się tu na każdym kroku. Wędrując uliczkami dwu i półtysięcznego Drohiczyna, cofamy się w czasie, obcując co chwila z zabytkowymi budowlami.

W XIII wieku, gdy o Ziemię Drohiczynską rywalizowały Ruś, Mazowsze i Litwa, Jaćwingowie zapuszczali się tu na tyle często, że zrodziło się przekonanie, iż Drohiczyn jest stolicą Jaćwierzy. Ziemie te przeżywały także najazdy tatarskie i krzyżackie. Z biegiem dziejów Drohiczyn przechodził kolejno pod panowanie Litwy, Rusi, Austrii i wreszcie Polski. Złote czasy Podlasia Nadbużańskiego to wiek XV i XVI. Przebiegał tędy wówczas ''szlak królewski" łączący Wilno i Kraków oraz szlak wodny z Lwowa do Gdańska.

Nad miastem dominuje Góra Zamkowa - dawne grodzisko, dziś najlepszy w okolicy punkt widokowy. Przy dobrej pogodzie, spoglądając na południe, dostrzeżemy pałac w Korczewie.

Jak głosi legenda, pod Górą Zamkową w złotym grobie pochowany jest ostatni z wodzów jaćwieskich - Komata.

Ze szczytu góry widać zakole Bugu z piaszczystymi wyspami i białe mury katedry-siedziby biskupiej oraz seminarium duchowego z XVII wieku.

Katedra pod wezwaniem Świętej Trójcy jest jedną z czterech drohiczyńskich świątyń. Wszystkie mają charakter barokowy, a najciekawszą jest kościół i klasztor sióstr benedyktynek z XVIII wieku. Jest to zabytek klasy zero, o unikalnej elewacji.

Kolejna miejscowa legenda także dotyczy Góry Zamkowej.

Podobno raz na sto lat jedna z jej ścian otwiera się, by wypuścić na wody Bugu łodzie pełne zbrojnych rycerzy.

Ich wędrówka trwa do pierwszego brzasku. Dawno temu jeden ze zbrojnych miał się zapatrzyć w mieszczkę wielkiej urody i przegapić moment zamknięcia góry. Od tej pory błąka się po nadbużańskich łąkach, oczekując jej ponownego otwarcia magicznej góry. Rycerza najczęściej widuje się w księżycowe letnie noce na prawym brzegu rzeki. Czy jednak oby na pewno była to zwykła niewiasta? Czy zwykła mieszczka mogła uwieść ducha?

Ziemia drohiczyńska pełna jest słowiańskich demonów.

Mamuny, konopielki, zmory, strzygi, utopce, wodniki, polewniki i wiele innych istot z pogranicza światłości i cienia, od niepamiętnych czasów zamieszkiwało wszak tę krainę.

Największą miłosną mocą obdarzone są jednak latawice. Odznaczają się wielce eteryczną urodą. Kochanków zniewalają złotym, rozplecionymi włosami, niemal przezroczystymi skrzydłami, gibkim, powabnym ciałem i oczami, w których mienią się najjaśniejsze gwiazdy bezchmurnego, październikowego nieboskłonu.

Latawice największą mocą miłosną obdarzone są właśnie nocą, czyli w tej porze doby, w której widmowi rycerze ruszali na swą wędrówkę. Mężczyzn rozkochują wyszukanymi pieszczotami. Zwykli śmiertelnicy pod ich wpływem tracą zainteresowanie światem, uciekają od ludzi, wyczekując tylko następnej schadzki. Kochanek latawicy żyje krótko. Umiera wypalony nienaturalną miłością i bezgranicznym pożądaniem.

Jak głosi miejscowa legenda, nawet śmierć kochanki nie chroni jej ofiary od przedwczesnej śmierci, choć pewne szanse daje mu okadzanie dymem z jałowca, ściętego przy pełni księżyca.

Latawica ginie, gdy zbyt długo zwleka z odejściem. Zaskoczona przez wschodzące słońce traci warkocz i skrzydła, a po siedmiu dniach i trzech godzinach umiera jak zwykły człowiek.

W jakiej mocy pozostawał rycerz błąkający się do dziś dnia po nadbużańskich łąkach, trudno bezspornie rozsadzić.

Niewiasty pogranicza, powstałe z wielowiekowego mieszania się krwi białoruskiej, ukraińskiej, polskiej, litewskiej, szwedzkiej, żydowskiej, niemieckiej, odznaczają się wszak niepoślednią urodą.

Czy jednak aż tak wielką, by uwieść ducha?

Tomasz Lippoman

Ze zbioru „Legendy Podlasia’’ wyd. Kreator (2008).

Czytany 24389 razy Ostatnio zmieniany wtorek, 16 luty 2016 08:09